Niespodzianki i orka

      Brak komentarzy do Niespodzianki i orka

Tytułowa orka jest w sensie biegowym, bo jeszcze nie ta dosłowna, traktorowa 🙂 choć czas już coraz bliższy do oficjalnego potwierdzenia egzaminów, coraz bliższy…

Orka biegowa była w lipcu. Znaczna część biegaczy buduje siłę i robi podstawy w zimę. A mnie w tym roku wyszło w lato. Deszczowy lipiec – jak za dawnych lat, gdy nie było ani tak zwanych zmian klimatu, ani innych ciekawostek atmosferycznych niezupełnie naturalnych – dał niezłego biegowego kopa.

żródło OKS-owego comba ku pamięci

4 lipca na OKSie zrobiłem typowo Horwillowskie combo – od 100 do 800 metrów w różnej konfiguracji; później dwa razy w krótkim czasie wpadły kilometrówki na Hrabiego po 3:22 – obie przy przeciwnym wietrze i 25-29ºC. 18 lipca podczas biegu z Moniką, po ujrzeniu mojej górki na Bagnistej, musiałem pobiec w dół. Minuta i jedna sekunda na 400 metrów – bez spiny, tak na spokojnie, i co najciekawsze w najgorszych moim zdaniem butach. A które okazały się najlepsze do tego typu zbiegów. Monika obserwowała z tyłu i stwierdziła, że jeszcze nie widziała u mnie tak wysoko lecącej do tyłu stopy.

Później zaczął się sierpień – najpierw piątką wokół osiedla – 22:16. Umęczona? Chyba nie aż tak, ale ciężka. Potem kilometrówka na Hrabiego – i znowu 3:22. Powtórkę zatrzymałem na ośmiuset metrach, bo wydawało mi się, że zdycham tak bardzo, że szkoda ten bieg rejestrować. Okazało się, że biegłem na 3:20…

Wszystkie te kilometrówki biegłem z odczuwalnym zmęczeniem, ale równo.

Dotychczasowa druga połowa sierpnia przyniosła sesję na Bagnistej – 3 razy 400 metrów – z założeniem, że wszystkie mają wejść poniżej 1:10. Weszły, choć byłem po nocy w pracy. Następnego dnia „szybka” piątka wokół osiedla – no i już faktycznie trochę szybsza niż ostatnia – 22:07. A przy okazji PS – każde bieganie w terenie miało dwa dodatkowe elementy – pompki i ćwiczenia kata – szczególnie trudnego Gankaku.

A tytułowym dniem niespodzianek został 19 sierpnia – w czasie biegu z Moniką, na postoju na ćwiczenia – machnąłem rekord w pompkach – 64. Zupełnie niespodziewanie i z dużym zdziwieniem już w trakcie ich robienia… pokonałem stary rekord z 2023 roku. A nam cały czas w trakcie tego bieania w lesie śmierdziało ogniskiem… W drodze powrotnej z lisich górek trafiliśmy na owe ognisko – mgła z dymu i paląca się ściółka i drzewa. Nie mieliśmy telefonów – i nagle tempo 3:30 nie bolało 🙂 Monika biegła swoim tempem, ja wyrwałem szukać ludzisków coby zadzwoniły na 112. I tak biegając od domu do domu wykręciłem kilometr, bo nikogo nie było. W końcu dobiłem się do jednego z domów. Strażaki przyjechali-byli szybko – i ci zawodowi, i ci ochotniczy.

Ostatnia niespodzianka wpadła na działce – a wszystko przez brak 8 baterii paluszków AA. I kolejny bieg do Społem na Narutowicza i z powrotem. A po drodze musiałem pościgać się z babką na rowerze. No bo musiałem. I przegrała, oczywiście. A ja dostarczyłem, jak dzielny Spartanin, wiadomość dwa pudełka z 8 bateriami AA Varty.

…a to sprawca biegu po baterie….

A w tle tych półtora miesiąca – ciągły bieg związany z przyszłą szkołą Szymka. Wyjazdy do Gliwic i Gdańska. Kolejne wyjazdy w planach i kalendarzu. Do tego jeszcze dwa koncerty w między-czasie – 20 września Millenium w Krakowie oraz zaraz po Szymka inauguracji roku akademickiego – IQ w Zabrzu

Bieganie te biegowe zostaje na razie na niskim priorytecie. Bardzo niskim 😳

Na koniec muszę jeszcze odnotować nowy serwis pogodowy odkryty przez Stefana i Szymka. W roli pogodynki SenseiDzakba, który – obok powrotu do Gwenta – trochę śmiechu i łez wywołał, szczególnie przez moc A-nuż 😛

Archiwa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *