Dziś będzie super szybko krótko. W piątek i sobotę odwiedzaliśmy Gliwice – bo październik is coming. I ta fizyka wszędzie obecna zaczęła udzielać się nawet Garminowi. Ale to za chwilę.
Przed wyjazdem do Gliwic znalazłem nawet mały stadion (bieżnia tartanowa 200 metrów), na który chciałem się wybrać coś porobić. Z porobienia czegoś nie wyszło nic. Buty biegowe wróciły nieużyte. Bo tak nas zachwyciły Gliwice. No w sumie to nie wszystkich 🙂
We wtorek po pracy nie miałem już sił na Agrykolę. Ale chodził mi po głowie nowy pomysł na Bagnistą. Jakieś znaczniki na 100 metrów w dół? A może na starych, istniejących jakieś dwusteki?
We wtorek zgadywaliśmy się z MarcinemO na Hrabiego, ale nie wypaliło. Ponownie umówiliśmy się na środę, ale tym razem rano już wiedziałem, że mogę nie zdążyć. Więc na wszelki wypadek polazłem na Bagnistą (po mojemu), czyli Kalinowskiego według wszystkich innych ludziuf. Z ambitnym planem – 10 razy 200 metrów, każdy bieg poniżej 30 sekund.
Po piątym nadszedł kryzys numero uno. Po siódmym razie numero due. Jednak wytrzymałem. Zakwaszony jak cholera. Zdyszany jak astmatyk. Najsłabszy czas wyszedł na 7 powtórzeniu – 30,02”. Za bardzo się rozluźniłem, myśląc o końcu trningu. Najszybszy za to był ostatni bieg – 27,73”. Miodzio – mimo zupełnej niechęci – zrobiłem całość.
W czasie tych powtórzeń testowałem, jak zawsze niezawodną taktykę – cholernie szybki start i po około 30 metrach bieg grawitacyjny. Pochylenie, wysokie kolana, mocne odbicie ze sódstopia gdzie stopa dobija pośladki, a tylko spad terenu ciągnie w dół, a ty walczysz żeby się nie wypierdzielić. Zadziałało w 9 powtórzeniach na 10. I teraz czas na idiotyczne dodawanie czasów poszczególnych dwusetek dla głowy – 2000 metrów weszło w 4’51,65”. To już robi wrażenie i nawet… hmmmm…. nawet wzmaga motywację. To „rekord” numer jeden. A drugi?
Na koniec, już w domu, niespodziankę i dzień zrobił Garmin. Nie złapał gdzieś sygnału i na podsumowaniu pokazał najlepsze tempo 17” na kilometr i prędkość 215 km/h. Nie wiem, czy świętować, czy powoli myśleć o wyrzuceniu Garmina? 😛

A do pomysłu osobnego oznaczenia 100 metrów na Bagnistej, czyli Kalinowskiego pewnie jeszcze wrócę. Wkrótce. Prawdopodobnie wkrótce.

