Nawaliło jeszcze więcej śniegu.
We wtorek, trzynastego stycznia, odkryłem najgorszą możliwą temperaturę do biegania: -3°C. Śnieg nie jest ani ciężki, ani mokry; nie jest też ani ciężki, ani zamarznięty. Jest sypki. I lekki. I głęboki.
Ruszyłem w las na Leśną Piątkę. Wydawało mi się, że biegnę szybko. Taaaaa… W sypkim śniegu jest gorzej jak w wodzie. Ledwie wyrobiłem się w ustalonych-uzgodnionych-zaakceptowanych 25 minutach…
W czwartek temperatura wybiła na około +2°C. Zaczęło robić się mokro. Pojechałem na Hrabiego licząc, że tam może jeszcze być zmrożony śnieg. Był – tylko, że na Hrabiego było w okolicach zera i już powoli się szkliło. Zrobiłem 10 powtórzeń dwustu metrów. Mimo uślizgów i potknięć, nie wyłożyłem się ani razu. Ale skopałem sam sobie solidnie kostki. Najszybszy bieg wszedł w 29,72″, najwolniejszy w 34,09″. Jak na te warunki – fantastycznie 🙂
Jednak najważniejszym newsem tego tygodnia stało się coś innego. Wczoraj stwierdziłem, że przejrzę blogi biegaczy, których obserwuję od lat. U Marcina cisza, u ArturaB cisza, u Faraona cisza, u paru innych – też cisza, a u Nagórka niespodzianka. I to jakiego kalibru…
Śledzi człowiek latami rozwój myśli biegowej na świecie, próbuje to za friko przekazywać znajomym, którzy borykają się z różnymi kontuzjami (np. Achillesem), a oni uparcie kręcą swoje długie biegi….
Wchodzę do Nagórka – a tu pyk… i jeden z tuzów (oczywiście dla mnie – bo chcę dojść na 800 metrów do jego sprawności, prędkości i czasów) bombarduje mnie wpisem o zmianie treningu. I to na jaki 😛 A w dodatku opisuje, że przerzucił się na karbonowe buty… hmmmm…. A propos butów, to może w którymś z kolejnych wpisów wspomnę coś o butach. Tak a propos…
Wracając do Nagórka – te odkrycie trochę mu to zajęło. Nie będę tu opisywał koła, które wynalazł, ani wyważonych przez niego otwartych drzwi. Musiał sam to znajść pomimo tego, że sporo amerykańców od dawna o tym pisze. Chętnych odeślę do artykułu Nagórka, oraz moich rozważań zapoczątkowanych tym wpisem o Tonym Hollerze i FTC (tag: FTC).
A po co w ogóle to czytać?
Ano po to, aby opowieści o kontuzjach Achillesa znać tylko z opowiadań 😎
A i niejeden nie-młody już biegacz może się bardzo zdziwić, co taki trening robi z mięśni, ścięgen… itd. (a tych itd jest całkiem sporo!).

