Tag Archives: Garmin

Księżyc nad zatoką

      Brak komentarzy do Księżyc nad zatoką

Doczekałem się. Nie Hrabiego, nie Agrykola, a tym bardziej nie trudniejsza Bagnista. Na ostatnią chwilę i na wariata zorganizowany nocleg w Gdyni przegonił nas na dwa dni nad Zatokę. Zmęczeni jak cholera po wydarzeniach ostatnich dni, dojechaliśmy na miejsce w czwartek po południu, pospacerowaliśmy, nażarliśmy się jak zwykle już w Zahirze i nie mieliśmy siły już na nic, jak tylko… Read more »

Start szybki i grawitacja

      Brak komentarzy do Start szybki i grawitacja

Dziś będzie super szybko krótko. W piątek i sobotę odwiedzaliśmy Gliwice – bo październik is coming. I ta fizyka wszędzie obecna zaczęła udzielać się nawet Garminowi. Ale to za chwilę. Przed wyjazdem do Gliwic znalazłem nawet mały stadion (bieżnia tartanowa 200 metrów), na który chciałem się wybrać coś porobić. Z porobienia czegoś nie wyszło nic. Buty biegowe wróciły nieużyte. Bo… Read more »

9 kyu

      Brak komentarzy do 9 kyu

Powroty, powroty. Te powroty do biegania to tak od początku roku trwają… A tu… czerwiec się skończył. Biegi bez Garmina, na stoperze. Obecność na karate – jak tylko mogłem. Jak na pierwszy, tak zawzięty miesiąc wypadło to całkiem dobrze. Wróciła systematyczność. Prawie nie było wymówek, żeby nie pójść na karate lub w las. I w końcu poczułem, że wróciła chęć… Read more »

Hmm… skąd wiedzieli?

      Brak komentarzy do Hmm… skąd wiedzieli?

Jeden egzamin za mną – wyniki będą 29 sierpnia; to ten państwowy, zawodowy. Do drugiego nie przystąpiłem, bo byłem w pracy. 9 kyu nie będzie, jeszcze nie teraz. To ten hobbystyczny egzamin. Dużo się działo, jeszcze więcej się dzieje. Zaplanowałem sobie urlop – inaczej niż co roku – na lipiec. I zapomniałem o nim. Zapomniałem, bo też nie planowaliśmy –… Read more »

Mój umierający parkrun

      Brak komentarzy do Mój umierający parkrun

Ostatni wpis traktował o super krótkich, które zaskakująco wyszły również super szybko. Zaskakująco, bo – jak wcześniej wspomniałem – kwiecień był okresem nie-trenowania. 4 wyjścia biegowe, 9 kilometrów przebiegu. Robota wykonana rewelacyjnie jak u Pata i Mata (po naszemu ponoć to Sąsiedzi byli) z ich słynnym …A je to! Szkoła się skończyła, nastały wolne soboty 🙂 W ten magiczny sposób… Read more »

Debiut na krótko

      Brak komentarzy do Debiut na krótko

…nastąpił dziś – około 18ºC, niebo czymś zaciągnięte (ponoć jakimiś piaskami znad Sahary?). Buty, krótkie gacie i koszulka z krótkim rękawem. I ten debiut na krótko w tym roku nastąpił 10 marca. To tyle o pogodzie i o ubiorach biegowych. Dużo się działo, choć minęło ledwo ponad tydzień. Najpierw, na 1 marca udało się rewelacyjne otwarcie na Agrykoli – 53,08”… Read more »

Brakujące puzzle

      2 komentarze do Brakujące puzzle

…A bo brakujące te puzzle. Obraz prawie cały, a jednak kilka się zgubiło. Chyba jeszcze przy pakowaniu w Gdyni, tuż przed powrotem w lasy śródborowskie. Biegowo te brakujące puzzle to ciągle kilometr i trzy kilometry. Reszta powoli, powoli zaczyna działać. Ostatnie dwa tygodnie ponownie były ciekawe: – Agrykola – wpadła szybsza czterysetka – 53,28”, ale z bardzo ciekawym splitem –… Read more »

Kiedy padnie bateria

      Brak komentarzy do Kiedy padnie bateria

I w końcu jest ten impuls w górę. Parę dni, które przełamały powolne spadanie w dół, do ziemi. Cztery dni, pięć wyjść treningowych. Z aktywnościami, które zadowoliłyby Franka H. Muszę ponarzekać, że opice szpinawe pokasowały artykuły Franka. Za dużo dobrej wiedzy?! Na szczęscie wszysko zeskreenowałem… I tak: W poniedziałek – podejście do kilometra. Nieudane, jak wiele ostatnio. Wyszło za to… Read more »

Siła szkocka

      Brak komentarzy do Siła szkocka

Zwykle, gdy coś nie pozwala zrobić nam czegoś zaplanowanego, nazywamy to siłą wyższą. Czasem jednak przyjeżdża brat z żoną, aż ze Szkocji. I wtedy to już nie jest siła wyższa. To tytułowa siła szkocka. Choć – nie było ani kropli szkockiej – bo nie przywiózł ze sobą nic do picia… Taaaaak, siła szkocka to niesamowicie dobra wymówka, żeby nie robić… Read more »

Do trzech razy sztuka

      Brak komentarzy do Do trzech razy sztuka

Udało się. W końcu… za trzecim razem. Dwa poprzednie podejścia nie wyszły – a to ktoś przydzwonił samochodem w lampę gazową i strażacy ratując ulicę odcięli nam drogę. A to był jakiś koncert, czy festyn i nie dało się dojechać… Ale tym razem już nic nie przeszkodziło. Agrykola zmierzona. Kołem, niezupełnie atletycznym, bardziej ponoć budowlanym. Ale zmierzona. I jak pokazały… Read more »