Tag Archives: Garmin

Babologia stosowana

      Brak komentarzy do Babologia stosowana

Stałem się Homo sapiens nie-biaga-i-cuś. Bardziej to „-CUŚ” niż nie-biega 🙂 Na szczęście biega, głównie dzięki szybkiemu dochodzeniu do siebie mięśnia. A może to działanie resveratrolu? Hmmmm… W każdym razie złapany uraz mięśnia nie pogłębił się. Ale też nie dałem mu powodów do pogłębiania się. Dwa dni po kontuzji złapanej na stadionie, pobiegałem z Moniką w „jej” lesie. Tempo było… Read more »

Odczarowana

      Brak komentarzy do Odczarowana

Są takie dziwne chwile w życiu… że sięgasz po książkę, której nie mogłeś/aś zacząć czytać kilka razy z rzędu na przestrzeni lat. A potem nagle następuje >>klik<< i książka wchodzi. Szybko. I chcesz kontynuacji. Tak po latach wszedł mi Terry Pratchett. Zaledwie miesiąc i już na biegu jest piąta część. I chyba na pewno będę chciał kupić kolejne części. Czy… Read more »

Styczniowa Pogodynka

      Brak komentarzy do Styczniowa Pogodynka

Skoro w nowym roku nie ma o czym pisać, wspomnę tylko o pogodzie. Wyjazdowy koniec roku pozwolił pobiegać w Otwocku – i po małym lesie, gdzie są mszary, i po dużym, gdzie tradycyjnie biega Run Otwock (część dawnej grupy Otwock Biega). Zatem przejdę od razu do pogody, bo biegowo nie ma nic, o czym warto wspomnieć: – 31 grudnia 2022,… Read more »

Przymusowe roztrenowanie

      1 komentarz do Przymusowe roztrenowanie

Odpoczynek został mi narzucony. Przymusowy, obowiązkowy, niezależny ode mnie. Prawie miesiąc czasu… w czasie którego coś tam jeszcze próbowałem biegać, ale nie było na to zbyt wielkich szans, czasu i chęci. Końcówka września zaskoczyła mnie niespodziewanym wyjazdem do Cieszyna, w którym było całkiem sporo „biegania”, żeby załatwić nie-tradycyjny pogrzeb wróżki Halinki. Zakończyła swój wyścig dość nagle i niespodziewanie; meta dogoniła… Read more »

Dzień jedzenia

      3 komentarze do Dzień jedzenia

Zaczął się wrzesień, minął jego środek i powoli zbliża się do końca. Również do końca pewnego rozdziału. Zawodowego. Po czterech latach żegnam się ze swoją pracą w Warszawie (którą nawet udało mi się raz reprezentować w zawodach, kiedy zebrała się ekipa i nawet mieliśmy koszulki firmowe), choć trzeba przyznać, że ostatnie półtora roku w większości była to praca zdalna. Zmiana… Read more »

Trasa Zimowa

      4 komentarze do Trasa Zimowa

Sporo się działo od ostatnich szybkich trzech kilometrów 🙂 aż przyszła jesień. 10 stopni rano, 18.5 po południu. Jesień. Druga tutaj, w Gdyni… W tym czasie, w którym się „działo”, spektakularnych wyników nie było. Warte odnotowania są 10 metrówki (1.18 najszybsza), mierzone FreeLapem setki na OKSie w Otwocku z Dominiką, Marcinami, Arkiem i Hubertem, jako kibicem (Marcin wspomniał to wydarzenie… Read more »

9.XX na 3

      1 komentarz do 9.XX na 3

Dużo słońca na plaży; jelitowe czyszczenia na low-carbie (a nie keto… – jak to Monika mnie cały czas poprawia, bo za mało MCT i innych tłuszczów piję…) i w końcu kończący się czas przez wyjazdem do Otwocka… Razem dały lekkie (według niektórych domowników nawet wkurwiające) podenerwowanie. Co by dużo nie ględzić – parę ostatnich treningów nie poszło tak, jak miało… Read more »

Lipcowa harówka

      Brak komentarzy do Lipcowa harówka

Tym razem tytuł zapożyczony z Garminowych odznak… Garmin zliczył mój lipcowy kilometraż i wyszło mu tyle samo, co w moim excelowym notesie. Więc lipiec został zakończony jeszcze jednym rekordem… ale nie takim, jakiego oczekiwałem 😮 Dziś nie będzie fajerwerków – tylko kilka podsumowań. Po pierwsze – częste tuptanie, zgodnie z planem dało niecałe 160 kilometrów w lipcu. A ten wynik… Read more »

31:31

      2 komentarze do 31:31

Optymistycznie zapowiedziany w poprzednim wpisie trening zaczął żyć swoim własnym życiem. Jak w każdym cyklu – czy to cyklu słońca, czy to cyklu treningu – były górki i dołki. Była chęć spędzenia treningu w domu, były chęci biegania dwa razy w ciągu dnia, była konieczność biegania po samochód do mechanika… Najprostsze narzędzie nie potrafiące skłamać (czyli treningowy Excel) pokazał na… Read more »

…przez las biegłam po bułki…

      Brak komentarzy do …przez las biegłam po bułki…

Wydawało mi się, że ten fragment jest z jakiejś piosenki. Nie? Trudno! A tytuł nawiązuje do jednego z moich ostatnich biegów, gdzie zakopany po kostki w śniegu dotarłem pod Biedronkę w Gdańsku Osowej, gdzie po tym jak stanąłem wryty – zawróciłem… i zgubiłem się. Nie wiedziałem, że to tak blisko!!! A teraz krótka i nieciekawa staro-nowo-roczna retrospekcja… Dzielenie czasu między… Read more »