Trochę się wahałem, czy robić wpis po kilku zaledwie dniach. Ale jednak przekonałem sam siebie, że ta relacja musi wylądować na blogu. Bo po pierwsze ciągle mam w pamięci ostatni wpis Nagora, który skierował mnie z powrotem na właściwy trening. Po drugie ponoć był teraz jakiś super nów, który ponoć astrologicznie coś tam sporo rozrabia. No i narozrabiał – bo to, co miało się teraz dziać – u mnie zaczęło się dziać jakieś półtora-dwa tygodnie temu. Trening ponownie zatoczył koło i wrócił do początków 😮
*** I muszę pamiętać, że mam ciągle do wspomnienia temat butów, ale to jeszcze trochę musi zaczekać…***
Wczoraj, obolały jeszcze po czwartkowym karate poczłapałem na Hrabiego tempem regeneracyjnym. Odświeżyłem znaczniki przed wiosną. W ten sposób lista zadań do zrobienia skróciła się z trzech do dwóch (czeka piwnica i brodzik…). Na Hrabiego obejrzałem, w jakiej formie jest tam śnieg. A na dziś, po wczorajszym wpisie MarcinaO i wizji lokalnej na Hrabiego, już wczoraj zaplanowałem sobie czterdziestki. Wczoraj też usiadłem i zmieniałem kolce w tartanowych Pumach – wkręciłem kolce 9mm zamiast starych i już mocno startych szóstek – bo wydawało mi się, że jeśli dobrze oceniam twardość śniegu na Hrabiego, to właśnie dziewiątki będą idealne.
Na Hrabiego plan miałem prosty – wyznaczyć równe 40 metrów, pobiec 10 powtórzeń w Asics-ach, a potem kolejne 10 w kolcach. Pierwsza część weszła bardzo dobrze – drugi i szósty czas pokazał, że może być interesująco. Po dziewiątym w Asics-ach na 5,25” byłem już prawie pewien, że w kolcach mogę pokusić się o łamanie 5 sekund (zimą! w kolcach! na śniegu!!).
Zmieniłem buty i po pierwszym biegu w kolcach (tartanowych !!) okazało się, że trafiłem idealnie – wchodziły w śnieg jak w tartan i idealnie trzymały na zmarzniętej nawierzchni. Pierwszy przebieg i 5,21”. Za trzecią próbą zszedłem na 4,99”… i zabolał mięsień pośladkowy średni. Już wiedziałem, że dość biegania – zrobiłem dwa wolniejsze przebiegi w kolcach i do domu. Najlepszym momentem tej sesji – po zmianie butów na kolce w drugim biegu, który wszedł w 5,0″ było fantastyczne poczucie lekkości, lotu i hałas przecinanego w pędzie powietrza – ten efekt jest czadowy i szkoda, że występuje tylko w tych najszybszych biegach i tak rzadko 🙁
A w domu najpierw odszukałem swoje biegi na 40 metrów. Była to pierwsza seria czterdziestek od czterech lat… Ostatni raz biegałem to w Gdyni w marcu 2022 roku, gdzie na suchym tartanie na boisku szkolnym SP 20 zrobiłem 4,82”. A dotychczasowy rekord pochodzi z sierpnia 2021 z Sopockiej – 4,61”.
I tak, że ten tego… zrobiłem fajne, zimowe fotki, które mi się spodobały – więc ten wpis i tak musiał powstać 😛





